Bogowie Gitary #1 Jimmy PageHej :) Wymyśliłam sobie, żeby zrobić taką serię, w której opisywałabym moich ulubionych gitarzystów. Tak więc oto przed wami pierwsza część Bogów Gitary.
Znam wielu gitarzystów, jednak dla mnie dzielą się oni na dwie grupy: Jimmy Page i wszyscy inni. Oczywiście jest to bardzo ogólne i np. taki Kirk Hammet też jest wspaniały, ale chyba rozumiecie o co chodzi. Także ten post będzie o moim ulubieńcu-Jimmym.
Jimmy Page, a właściwie James Patrick Page urodził się 9 stycznia 1944. Miał na imię dokładnie tak samo jak jego ojciec. W wieku 15 lat dostał swoją pierwszą gitarę hiszpańską. Wręcz zakochał się w jej brzmieniu. Poznał Jeffa Becka, z którym grał na przerwach w szkole (u mnie to by nie przeszło :))
Jakiś czas później odkrył, że wspólne granie bardzo im wychodzi, więc niedługo potem razem ze swoim przyjacielem dołączył do grupy The Yardbirds.Wcześniej był muzykiem sesyjnym, jednak bardzo go to męczyło. Warto wspomnieć również o tym, że umiał świetnie grać na gitarze basowej.
Jednak
po rozpadzie grupy postanowił założyć własny zespół. Ktoś
polecił mu Roberta Planta, zaś ten polecił mu Johna Bonhama.
Jimmiemu brakowało tylko basisty..., jednak jakiś czas później
odnalazł Johna Paula Jonesa. Byli już w komplecie.
Jimmy Page jest geniuszem. Jego muzyka
jest bardzo głęboka. Możliwe, że wynikało to częściowo z jego
zainteresowania okultyzmem. James był zwolennikiem doktryny
Crowleya, interesował się czarną magią i prawdopodobnie ją
praktykował,uwielbiał przebywać wśród starych, mistycznych
ksiąg. Gdy dzięki sukcesom, odnoszonym przez Led Zeppelin Page się
wzbogacił, postanowił zakupić mroczną posiadłość Crowleya w
Szkocji, niedaleko jeziora Loh Ness. Czytałam gdzieś, że nie
pozwalał on w niektórych pokojach ścierać kurzy.
Wielu ludzi zarzucało mu praktykowanie czarnej magii, jak i satanistyczne treści w utworach Led Zeppelin. Tak było równierz w przypadku pewnego niesamowicie pięknego utworu (zresztą mojego ulubionego:)) pt. Stairway To Heaven. Możliwe, że go znacie, ponieważ jest to niezwykle popularne dzieło (przynajmniej było). Stwierdzono, że tekst tego utworu puszczony od tyłu czci szatana. I o to obwinia się również Roberta Planta, który owy tekst pisał wspólnie z naszym Jimmym.
"Trzymałem ołówek w ręku i on sam pisał tekst, ja w sumie ograniczałem się do jego trzymania, tekst liryki pisał się praktycznie sam. Dopiero po napisaniu zabrałem się do jego przeczytania"
No cóż...ja mam inną interpretację co do tego tekstu jak i samego utwou i nie czuję w nim niczego Satanistycznego. A oto ten "niby tekst od tyłu":
"O tutaj mój słodki szatanie. Ty, którego mała ścieżka zasmuciłaby mnie, którego mocą jest szatan. On da swoim naśladowcom 666, w miejscu, gdzie była mała narzędziownia w której czynił nas cierpiącymi, smutny szatan."
Do dobra odczepmy się już od okultyzmu i Schodach
Do Nieba, ponieważ są to tematy o których można mówić bez
końca, a nawet jeśli to i tak nie można byłoby dojść do
porozumienia :)
Zajmijmy się zaś niesamowitymi rzeczami, które
wyprawiał nasz Władca Gryfu za pomocą...smyczka.No właśnie...Jim potrafił grać na gitarze smyczkiem skrzypcowym. Moim zdaniem jest to niesamowite. (Patrz na filmik wyżej) Był to pierwszy z czterech utworów, do nagrania których Page użył smyczka - pozostałe to "In the Light", "How Many More Times" i "In the Evening".
Jednak tak naprawdę, Dazed and Confused jest oparty na utworze folkowego artysty Jaka Holmesa.
No cóż...tyle udało mi się dzisiaj napisać. Mam nadzieję, że ta notka chociaż troszeczkę przybliżyła wam osobę Page'a. Na koniec fajny cytat i utwór solowy Jimmiego:
Dzięki za przeczytanie do końca :)
Większość pisałam z głowy, ale wspomogłam się troszeczke Wikipedią i stroną muzyka onet (ten ostatni cytat), zaś tekst Schodów do Nieba wzięłam ze strony: http://www.zbawienie.com/rock2.htm
Jednak tak naprawdę, Dazed and Confused jest oparty na utworze folkowego artysty Jaka Holmesa.
No cóż...tyle udało mi się dzisiaj napisać. Mam nadzieję, że ta notka chociaż troszeczkę przybliżyła wam osobę Page'a. Na koniec fajny cytat i utwór solowy Jimmiego:
Z gitarą łączy mnie szczególna więź. Każdy instrument ma własną osobowość i można mieć z nim cudowny romans, niemalże małżeństwo, z tą różnicą, że po jego zakończeniu gitara nie domaga się alimentów - mówi rockman.
Większość pisałam z głowy, ale wspomogłam się troszeczke Wikipedią i stroną muzyka onet (ten ostatni cytat), zaś tekst Schodów do Nieba wzięłam ze strony: http://www.zbawienie.com/rock2.htm


.jpg)
.jpg)
